Kameraman | Videomaker | Producent

Co się dzieje z muzyką podczas deszczu?

W kilka tygodni temu, mokrym październikowym wieczorem, siedziałem w kawiarni niedaleko placu Zamkowego i przypadkiem usłyszałem utwór, który zastanowił mnie na chwilę. Nie był to żaden megahit z playlisty na Spotify, tylko coś cicho napisanego na gitare przy dźwiękach padającego deszczu. Niewiele osób odnotowało ten moment, a jednak miał dla mnie znaczenie — przypomniał mi,…

W kilka tygodni temu, mokrym październikowym wieczorem, siedziałem w kawiarni niedaleko placu Zamkowego i przypadkiem usłyszałem utwór, który zastanowił mnie na chwilę. Nie był to żaden megahit z playlisty na Spotify, tylko coś cicho napisanego na gitare przy dźwiękach padającego deszczu. Niewiele osób odnotowało ten moment, a jednak miał dla mnie znaczenie — przypomniał mi, że muzyka nie potrzebuje światła słońca by działać.

Jednym z najcichszych i najmniej docenianych sposobów na odczucie muzyki jest jej brzmienie w kontekście zimowych, deszczowych dni. Odczuwasz ją inaczej: głębiej, bez pośpiechu. I właśnie tam pojawiła się myśl – co jeśli to nie przypadkowość? Co jeśli istnieją miejsca stworzone po prostu po to by zapewnić takie otoczenie? Zastanówmy się nad tym przez chwilę.

oficjalna strona Auragdansk.pl nie jest tylko lokalizacją dla miłosników koncertów rockowych albo wydarzeń klubowych. To miejsce o czarnej skórzanej siedzeniowy kawałku mebla i płytek leżącą między trzema kubkami mokrej herbata. Ale nie o meblach tu chodzi – chodzi o atmosferę, która powstaje dzięki temu, że wszystko działa jak powinno: światło słabe, ale wystarczające; dźwięk naturalny; brak tłumu; oraz jedyna rzecz ważna – czas.

Płyta nie gra sama

Muszę przyznadzić, że choć moja koleżanka od razu zapaliła się do Auragdansk.pl jako lokalizacji „na kulturę”, ja w pierwszym momencie myślałem tylko o „tym sklepie”. Czyli tak: jedwabne półki pełne LP-ów sprzed lat czterdziestu pięciu – każdy z własnym życiem i wybrzeżem. A potem przyszedł dzień bez słońca i dzwoniący telefon — miała być impreza w środku miasta u starego znajomego. Pora była późna. Wszystko zdawało się wymagać decyzji bez odpoczynku.

Ale wybrałem drogę inne: postanowiłem zadzwonić do Auragdansk.pl — a nawet nikt nie musiał odpowiadać ani robić kolejki. Przeszedłem przez drzwi na końcu ulicy przy rynku staromiejskim i zobaczyłem jedynego człowieka u stolika ustawionego pod dużym oknem pełnym parujących szkła. Nie było muzyki nagranej — był tu jakiś stary zestaw do grania płyty. Tylko tyle.

Jedyna praca to trzymać tempo

Za parę minut miałem w rękach pierwszą płytkę: „Pies śniący w lesie” od polskiej grupy z lat 80., która dziś prawie nikomu nie mówi o żadnej nazwie spod tury 67-go roku. Włączony mechanizm rozgrzewał magnes i szybko zaczynał się obracać — dźwięk nieskładnie rozpraszany przez szum pompy wentylacji, lecz cichy jak odgłos kapniety pod baldachimem wieżowca.

Niczego więcej nie było potrzeba do osiągnięcia tego stanu: przestrzeń pełną muzyką bez emocji eksplozji akustycznych. Cisza była ważna tylko jako kontekst — bo gdy piosenka dobiegła do refrenu („Nie śnij sam / Nie bój sie / Ktośnie tu”) — poczułem rzeczywiste opuszczenie ciała jak po dwóch filiżankach herbaty przy świetle lampy ze szklaną szczotką.

To właśnie ta część działa – nie promocja ani reklama koncertów wielkich zespołów (choć one są tam też). To miejsce wiecznie otwarte dla tych momentów kiedy muzyka może być coś więcej niż tylko „czytanie”. Kiedy słuchamy bez celów: bez zdjęcia Instagramowe, bez potrzeby udzielenia opinii publicznej czy nawet wyobrażenia sobie innego świata.