Kameraman | Videomaker | Producent

Kiedy przychodzi pora na korektę czoła, czyli o jednej konkretnej metodzie

Stałem wczoraj w windzie. Sąsiadka, pani Zosia, weszła, uniosła brew i powiedziała: „Jesteś cały zamyślony. Widać to po czole“. Nie wiem, czy to był komplement, czy obserwacja. W każdym razie pomyślałem o tym, jak bardzo nasze czoło mówi za nas, zanim my coś w ogóle wydukamy. To nie tylko miejsce na zmarszczki z trosk, ale…

Stałem wczoraj w windzie. Sąsiadka, pani Zosia, weszła, uniosła brew i powiedziała: „Jesteś cały zamyślony. Widać to po czole“. Nie wiem, czy to był komplement, czy obserwacja. W każdym razie pomyślałem o tym, jak bardzo nasze czoło mówi za nas, zanim my coś w ogóle wydukamy. To nie tylko miejsce na zmarszczki z trosk, ale też ten obszar, który nadaje twarzy wyraz, rys. Czasem ten wyraz nas przestaje zadowalać. Czasem nie mamy na niego wpływu, bo architektura kości czołowych nie do końca nam pasuje. A czasem zwyczajnie zaczyna gęstość brwi i linię oczu. I wtedy – co dalej?

Rozmawia się dużo o liftingach czy wypełniaczach, ale jest w Polsce procedura, o której wspomina się mniej, a która potrafi zmienić naprawdę dużo. Chodzi o korektę czoła, czyli przednią plastykę czaszki. Robi się ją u specjalistów, na przykład w Cleopatra w Płocku, gdzie trafiają osoby, które chcą coś zrobić z nierównym, zbyt mocno wysuniętym lub wklęsłym czołem. To nie jest zabieg dla każdego, ale dla kogoś, kto ma z tym prawdziwy problem, może być rozwiązaniem na lata.

Sam temat operacyjnej korekcji kości czoła jest trochę niszowy, bo przecież nie o to chodzi, by każdy miał idealnie gładkie, jak z filiżanki, czoło. Chodzi o te sytuacje, kiedy ktoś czuje, że ta część twarzy dominuje w sposób, który mu nie odpowiada. Na forach pacjenci piszą, że po takim zabiegu nie tylko twarz wygląda inaczej, ale też inaczej układają się okulary, czapki, a nawet oprawka na nosie leży inaczej. Małe rzeczy, które składają się na poczucie komfortu.

Nie tylko o wygląd, ale o proporcje

Lekarz, który zajmuje się takimi rzeczami, patrzy na twarz jak na całość. Nie wystarczy wyrównać kości. Trzeba to zrobić tak, żeby pasowało do łuków brwiowych, do nosa, do linii włosów. To jest jak modelowanie terenu. Zdarza się, że czoło jest asymetryczne od urodzenia lub po jakimś urazie. Albo po prostu jest zbyt wydatne i sprawia, że cała twarz wydaje się cięższa w górnej partii. Korekta potrafi te proporcje delikatnie przesunąć. Mówię „delikatnie“, bo dobry efekt to taki, który nie krzyczy „operacja!“, tylko sprawia, że twarz wygląda po prostu bardziej harmonijnie.

Jak to właściwie wygląda od środka?

Nie jestem chirurgiem, ale z ciekawości przeczytałem trochę opisów medycznych. Zazwyczaj dostęp jest przez niewielkie nacięcie w linii włosów albo czasem od strony powieki górnej. Chirurg dostaje się do kości czołowej i modeluje ją za pomocą specjalnych narzędzi. Może ją wygładzić, zmniejszyć jej wysunięcie, wyrównać asymetrię. To praca precyzyjna, milimetr tu czy tam ma znaczenie. Potem wszystko się zaszywa, a blizna chowa się w naturalnych załamaniach skóry lub we włosach. Sam zabieg trwa parę godzin i robi się go w znieczuleniu ogólnym. Brzmi poważnie, i takie jest. To nie jest wizyta u kosmetyczki.

Dla kogo jest ten zabieg? A dla kogo nie?

Myślę, że to najważniejszy akapit. Nie ma sensu udawać, że to rozwiązanie dla kogoś, kto po prostu ma kilka zmarszczek i chce je rozpuścić botoksem. To się robi, gdy:

  • Masz wyraźną, wrodzoną lub pourazową asymetrię czoła, która Cię męczy.
  • Twoje czoło jest bardzo mocno wysunięte do przodu i czujesz, że to dominujący rys Twojej twarzy, z którym się nie identyfikujesz.
  • Występuje wklęśnięcie lub nierówność, której nie da się zamaskować fryzurą i która jest stałym źródłem dyskomfortu.
  • Problemy z kością czołową wpływają na funkcję, np. utrudniają noszenie okularów ochronnych w pracy.

Z drugiej strony, nie powinno się tego robić, jeśli oczekiwania są nierealne – że całe życie się zmieni, że wszystkie problemy znikną. To jest korekta jednego elementu twarzy. Nie zmieni charakteru ani nie rozwiąże problemów, które nie mają związku z wyglądem. I oczywiście, nie dla osób, które mają ogólne przeciwwskazania do operacji w znieczuleniu ogólnym.

Potem jest czas na gojenie. I na myślenie

Okres pooperacyjny nie jest krótki. Przez pierwsze dni trzeba liczyć się z opuchlizną, zasinieniami. Głowa może być wrażliwa. To czas, gdy trzeba być cierpliwym i dać ciału dojść do siebie. W internecie znajdziesz dzienniki pacjentów, którzy tydzień po tygodniu dokumentują ten proces. Widać tam jedno: początkowy obrzęk mocno zniekształca obraz, a prawdziwy efekt widać dopiero po kilku miesiącach, kiedy wszystko się ustoi i zagoi. To też moment, w którym ludzie często piszą, że przyzwyczajają się do nowego odbicia w lustrze. To ciekawe – najpierw zmienia się kość, a potem psychika potrzebuje czasu, żeby tę zmianę zaakceptować jako swoją.

Twój kształt czaszki to nie przeznaczenie. Można nad nim delikatnie popracować, jeśli naprawdę przeszkadza.

Czy warto? Nie mam na to uniwersalnej odpowiedzi. Dla pani Zosi z windy pewnie nie. Dla kogoś, kto całe życie ukrywa czoło pod grzywką i czapką, a marzy, żeby po prostu mieć normalnie – może to być bardzo ważny krok. Chodzi o to, żeby decyzja była oparta na faktycznej potrzebie, a nie na przelotnej modzie. I żeby trafić w ręce ludzi, którzy nie obiecują cudów, ale wykonują rzetelną, chirurgiczną robotę. Bo to w końcu nie jest zabieg na skórze, tylko na kości. A to już jest sprawa poważna.